Konstytucja z dnia 2 kwietnia 1997 roku

5/5 - (1 vote)

Mozolna, trwająca ponad trzy lata praca nad kolejnymi wersjami jednolitego projektu konstytucji przyniosła wreszcie tekst, który w ocenie nieuprzedzonych politycznie specjalistów, odpowiadał europejskim standardom demokratycznego konstytucjonalizmu, a zarazem dawał wyraz polskim, narodowym tradycjom ustrojowo prawnym. Był to akt pod względem aksjologicznym wielobarwny, ponieważ źródłami jego inspiracji były koncepcje należące do różnych szkół myślenia, a taka jest uroda wszystkich niemal dzieł tworzonych zbiorowym wysiłkiem ludzi o odmiennych przekonaniach ideowych i politycznych. Do sukcesu posłów i senatorów przyczyniła się współpraca i gotowość do kompromisu, niekiedy bardzo głęboko sięgającego, głównych ugrupowań parlamentarnych. Był to również jednak sukces ugrupowań pozaparlamentarnej opozycji skupionych wokół solidarnościowego projektu konstytucji.

W sobotę 22 marca 1997 roku Zgromadzenie Narodowe w drugim czytaniu projektu konstytucji przyjęło ustawę zasadniczą stosunkiem głosów: 461 za, 31 przeciw i 5 wstrzymujących się. Wymagana większość 2/3 głosów wynosiła 332. Kilka dni później Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej zgłosił do ustawy 41 poprawek. Większość z nich zmierzała do ulepszenia niezbyt fortunnych sformułowań zawartych w konstytucji, ale kilka dotyczyło zmian o dość zasadniczym znaczeniu, głównie wzmocnieniu kompetencji prezydenckich. Do najważniejszych należy zaliczyć: [1]

  1. Prezydent miałby powoływać szefa Sztabu Generalnego oraz dowódców wszystkich rodzajów wojsk na czas określony. Rola premiera polegałaby tylko na kontrasygnowaniu tych decyzji. (W uchwalonym tekście mowa była o tym, że prezydent powołuje jedynie szefa Sztabu i to na wniosek premiera. Przyjęcie tej poprawki oznaczałoby też, że postulowana zasada kadencyjności na najwyższych stanowiskach w wojsku zostałaby wpisana do konstytucji).
  2. Prezydent chciał też, aby do niego, a nie do Sejmu należało mianowanie na wniosek zgromadzeń ogólnych sędziów: I prezesa Sądu Najwyższego, prezesa NSA i prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Decyzje te nie podlegałyby kontrasygnacie.
  3. Prezydent proponował wyłączyć spod kontrasygnaty kilka innych spraw, np. powoływanie członków Rady Polityki Pieniężnej, prezesa NBP, wydawanie zarządzeń o charakterze wewnętrznym itp.
  4. Prezydent mógłby podobnie jak 115 posłów składać wniosek o postawienie przez Sejm członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu.
  5. Prezydent chciał aby konstytucja zawierała zakaz łączenia mandatu posła lub senatora z pracą w kancelariach Sejmu, Senatu, Prezydenta oraz administracji rządowej.
  6. Prezydent postulował zrezygnowanie z instytucji votum nieufności wobec poszczególnych ministrów
  7. Wszystkie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego już od dnia wejścia w życie nowej ustawy zasadniczej miałyby charakter ostateczny. (Według uchwalonego przez Zgromadzenie Narodowe tekstu przepis ten w stosunku do ustaw uchwalonych przed wejściem w życie nowej konstytucji zacząłby obowiązywać za dwa lata.
  8. Prezydent opowiadał się za zachowaniem odrzuconego przez Zgromadzenie przepisu, w którym mowa: „Wolności i prawa ujęte w Konstytucji nie mogą być interpretowane w sposób ograniczający prawa człowieka wynikające z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz innych norm wiążącego Rzeczpospolitą Polską prawa międzynarodowego.
  9. Prezydent chciał w przypadku nieudzielenia Radzie Ministrów votum zaufania mieć możliwość przyjęcia dymisji gabinetu lub skrócenia kadecji Sejmu.
  10. Prezydent postulował ograniczenie immunitetu parlamentarnego jedynie do czynów związanych z wykonywaniem mandatu.
  11. Konstytucja miałaby też – według prezydenta – wejść w życie nie po 6, a po 3 miesiącach od uchwalenia.

[1] Numeracja poprawek nie odpowiada oryginalnej kolejności ich zgłoszenia.

Czym jest konserwatyzm

5/5 - (1 vote)

Konserwatyzm jest jednym z najważniejszych nurtów filozofii politycznej. Mimo wielu prób, do tej pory nie udało się dokonać syntezy doktryny konserwatywnej. Jest to po prostu niemożliwe. Można jedynie próbować dokonać analizy konserwatyzmu, uwypuklając najistotniejsze jego wątki.

Historycy myśli politycznej dokonywali wielu podziałów dorobku teoretyków konserwatyzmu, lecz nie udało się wypracować jednolitego systemu, gdyż twórcy doktryn często sami nie byli świadomi na ile  ich poglądy są konserwatywne. Ryszard Skarzyński w pracy pod tytułem „Konserwatyzm”[1]  podzielił myślicieli konserwatywnych na następujące grupy: konserwatyzm organiczny, konserwatyzm metafizyczny, konserwatyzm społeczno – kulturowy, konserwatyzm status quo, konserwatyzm ewolucjonistyczny, konserwatyzm decyzjonistyczny, konserwatyzm radykalny. Podział ten nie jest nie prawdziwy, ale naszym zdaniem jest on nazbyt szczegółowy. Uważamy, iż wszelkie tak głębokie analizy mają charakter indywidualny a nie uniwersalny. Aby uniknąć pułapki, w jaką wpędza złożoność doktryny konserwatywnej świadomie zrezygnujemy z poruszania wszelkich aspektów i różnorodności nurtów konserwatywnych. W odpowiedzi na pytanie: czym jest konserwatyzm?  Omówimy najistotniejsze elementy doktryny.

Pominiemy tu zagadnienie neokonserwatyzmu (nurtu liberalnego opartego na indywidualizmie i ekonomizmie), rewolucyjnego konserwatyzmu (nurtu przesiąkniętego pozytywizmem prawniczym, biologizmem i darwinizmem) oraz Nową prawicę ( kierunek ateistyczny i nihilistyczny). Te doktryny ujęte zostały w rozdziale poświęconym historii konserwatyzmu światowego.

Jedyny podział, jaki można zaproponować w ramach doktryny konserwatywnej, to oddzielenie konserwatystów ortodoksyjnych i ewolucyjnych. Ortodoksi (de Maistre, Bonald, von Baader, Müller), nazywani także kontrrewolucjonistami wywodzą się z filozofii platońskiej, opartej na boskiej i niezmiennej recepcji i rekonstrukcji świata. Radykałowie promowali i promują koncepcję ciągłej zapaści świata. W toku poszczególnych rewolucji (religijnej, socjo – politycznej, ekonomicznej i kulturalno – obyczajowej) cywilizacja pogrąża się w ruinie. Należy zatem dążyć do przywrócenia ładu, który był. Ortodoksi często są zwolennikami idei utopijnych, mając nadzieję, iż można cofnąć czas. Jest to grupa konserwatystów sentymentalnych tzw. konserwatystów idei, którzy uprawiają filozofię nierealną. Są to na przykład obecni monarchiści.

Grupa druga, którą zajmiemy się bardziej szczegółowo, to konserwatyści ewolucyjni, czyli właściwi. Grupa ta (min. Burke, Chateubriand) wywodzi się ze szkoły Arystotelesowskiej, próbując zachować status quo, godzi się na ustępstwa, mając świadomość ewolucyjności porządku na świecie. Konserwatyści postępujący w myśl maksymy Św. Tomasza z Akwinu: „Conservatio est continua creatio” – czyli konserwacja jest kontynuacją stworzenia. Reprezentują oni tzw. politykę realną, egzystując w dowolnym systemie, ale zarazem przestrzegając określonych zasad.

Przystępując do analizy konserwatyzmu, należy stwierdzić, iż opiera on się na trzech podstawowych filarach: tradycjonalizmie, organicyzmie i politycznym sceptycyzmie.

Tradycjonalizm wyraża wątpliwości dotyczące możliwości rozumowego poznania metafizycznego, religijnego, moralnego i politycznego porządku świata. Poznanie może być osiągnięte dzięki autorytarnym świadectwom ujawnionym przez język, powszechny zdrowy rozsądek, narodowego ducha i tradycję. Tradycjonalizm nakazuje okazanie szacunku wobec zwyczajów oraz instytucji, wykluczając możliwość gwałtownych zmian w zakresie istniejącego ładu. Warto wspomnieć, iż ortodoksi idą tu o wiele dalej, sugerując wręcz chęć powrotu do pradawnego ładu, idealnego, sprzed początków ogólnoświatowej rewolucji. Konserwatyści twierdzą , iż ład jest systemem dynamicznym i ewoluującym, nie projektowanym przez człowieka, ale będącym wyrazem akumulowanej przez pokolenia mądrości politycznej wspólnoty. Reformy zatem nie powinny naruszać uniwersalnych zasad , które ład ukształtowały, czyli wzorców zachowań, manier, zwyczajów i obyczajów. Ten swoisty sceptycyzm jest wyrazem pokory wobec historii, która ukazuje miałkość tak zwanych „idei absolutnych” oraz konieczność korzystania ze sprawdzonych wzorców, a nie ustanawiania całkowicie nowych lub przywracania starych, zdezaktualizowanych przez czas. Konserwować należy instytucje jak autorytet, własność, rodzina. Autorytet, będący podstawą konserwatywnej filozofii politycznej powiązany jest z tradycją, zasadą starszeństwa, religią, godnością a nie wyłącznie z suwerennością i kreatywnością prawodawcy. Autorytet jest więc nieodzownym składnikiem władzy tak państwowej, jak i rodzicielskiej. Władcy popełniają błąd, zdaniem konserwatystów, odcinając swoją legitymację od środowiska kulturowego, gdyż pozbawiają się autorytetu bez względu na to czy władzę sprawuje jednostka, czy większość. W konsekwencji władcy występują przeciwko wolności. Wolność  w konserwatyzmie, w odróżnieniu od liberalizmu nie jest absolutyzowana. Jest ona syntezą powinności i autorytetu właśnie. Wolność ma charakter społeczny, zrównana ze sprawiedliwością, definiowana jest jako stan dostępny jednostce, należącej do danej wspólnoty politycznej, o ile działania są zgodne z jej konstytucją. Nadmiar wolności przekształca społeczeństwo w stowarzyszenie, a nie wspólnotę. Wolność pozostaje zatem w harmonii z autorytetem. Wraz z niekontrolowaną erupcją wolności i upadkiem autorytetu następuje narastanie atomizmu społecznego i anarchia, w której państwo sprowadzone zostaje jedynie  do roli  kreatora ładu publicznego i instrumentu redystrybucji własności. Tradycyjna rola państwa jako obrońcy autorytetu, prywatności życia rodzinnego  i własności prywatnej zostaje porzucona.


[1] R. Skarzyński: „Konserwatyzm”, WN Scholar, Warszawa 1998

Ideologia konserwatywna

5/5 - (1 vote)

Konserwatyści prosanacyjni z ugrupowań SPN, „Królewiaków” (dawne SRPN) oraz konserwatystów z Wielkopolski (ChNSR) skonsolidowali się pod przewodnictwem Janusza Radziwiłła w Zjednoczeniu Zachowawczych Organizacji Politycznych. ZZOP weszło w 1930 roku w skład BBWR, jednak nie odgrywało tam większej roli politycznej. Konstytucję Kwietniową zachowawcy prosanacyjni  przyjęli  bardzo  ciepło,  jednak  ich  zdaniem  zabrakło  osoby,  dla której była pisana – marszałka Piłsudskiego. Po wyborach w 1935 roku reprezentacja  zachowawców w parlamencie zmniejszyła się wydatnie. BBWR został rozwiązany a ZZOP nie było organizacją na tyle spójną, by egzystować samodzielnie. Radziwiłł rozpoczął proces odnowy Zjednoczenia. Negatywnie ustosunkowano się do niektórych elementów polityki sanacyjnej (prześladowania opozycji). W tym czasie antysanacyjny konserwatysta Ignacy Biński, który był kontrkandydatem Mościckiego do fotela prezydenckiego postulował powrót „Czasu” do zasad z początku jego istnienia i skupienie się zachowawców na ochronie bardziej zasad, niż taktyce politycznej. W 1937 roku ZZOP wyraziło chęć przystąpienia do Obozu Zjednoczenia Narodowego. ZZOP nie zdołało jednak nawiązać sojuszu z konkurencyjną endecją. Zajęto się zatem odbudową struktur terenowych. Bazując na  Związku Ziemian, organizacji paramilitarnych, Akcji Katolickiej i Izbach Rolniczych, powołano Stronnictwo Zachowawcze, którego pierwszym prezesem został Adolf Bniński z Wielkopolski. Nastąpił zwrot w kierunku chrześcijańskiej demokracji. Jedynym organem Stronnictwa był przeniesiony do Warszawy „Czas”. Mimo prób odnowy postępowała degradacja politycznych wpływów obozu zachowawczego.

W 1939 roku Stronnictwo domagało się zwolnienia z Berezy Kartuzkiej Stanisława Cat-Mackiewicza oraz umożliwienia powrotu Korfantemu i Witosowi. W sprawach nadchodzącej wojny Stronnictwo popierało politykę ministra Becka. Niektórzy zachowawcy (związani głównie z wileńskim „Słowem” Cata-Mackiewicza) postulowali neutralność Polski, obawiając się kolejnego jej rozbioru. „Czas” jednak artykułem „Zdecydowani” z 28.08.1939 roku stwierdzał,  że konfrontacja jest nieunikniona i zagrzewał do wojny. W czasie wojny śmierć ponieśli Bniński, Moszyński i Wańkowicz, szefowie Stronnictwa. Jedynie Radziwiłł więziony przez Sowietów i Niemców przeżył wojnę. Wojna okazała się szczególnie dramatyczna dla polskiego konserwatyzmu. W masakrach elit naukowych Galicji zginęła większość konserwatystów m.in. Stanisław Estreicher.

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC)

5/5 - (1 vote)

Współpraca cywilno – wojskowa (skrót ang. CIMIC) jest elementem wsparcia działań militarnych. Wprawdzie koncepcja tej współpracy ulega ciągłym modyfikacjom, nie można jednak powiedzieć, że jej ramy a co się z tym ,łączy – zadania, nie są dość precyzyjnie zdefiniowane. Dyrektywa Paktu Północnoatlantyckiego, przyjęta przez Komitet wojskowy w sierpniu 1997 roku definiuje CIMIC jako „…ustanowienie i utrzymywanie pełnej współpracy pomiędzy dowódcą a ludnością cywilną oraz instytucjami, występującymi w obszarze operacji wojskowej, z zamiarem tworzenia warunków, które przyniosą mu możliwe największe moralne, materialne i taktyczne korzyści”. Cel długofalowy CIMIC to przede wszystkim tworzenie warunków umożliwiających znalezienie skutecznego rozwiązania kryzysu militarnego.

CIMIC rozwinął się bardzo za sprawą misji NATO w Bośni i Hercegowinie. Dla trwałego pokoju w tym kraju pełna implementacja wojskowych oraz cywilnych aspektów porozumienia pokojowego, zainicjowanego rozmowami w Dayton 21 listopada 1995 roku, a podpisanego w Paryżu 14 grudnia 1995 roku ( skrót ang. GFAP) posiada kluczowe znaczenie.

Rozpoczęta kilka dni później największa, kiedykolwiek podjęta przez NATO operacja wojskowa z udziałem wielonarodowych sił, zwanych siłami implementacyjnymi (skrót ang. IFOR) została nazwana na początku Joint Endeavour (Połączone Zabiegi) i jest kontynuowana, już pod inną nazwą do dziś. Poprzez kontynuację wprowadzania w życie wojskowych aspektów porozumienia z Dayton, NATO pomaga w zapewnieniu bezpiecznej atmosfery potrzebnej dla cywilnej i politycznej rekonstrukcji w tym regionie.

Na podstawie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1088, SFOR – następca IFOR, został upoważniony do utrwalania przede wszystkim wojskowych aspektów porozumienia pokojowego, ale wśród jego podstawowych zadań jest również udzielanie, w ramach własnych możliwości, selektywnego wsparcia organizacjom cywilnym.

Cywilne aspekty porozumienia pokojowego są realizowane zasadniczo przez odpowiednie organizacje międzynarodowe, których działania koordynuje Biuro Wysokiego Przedstawiciela (skrót ang. OHR), a SFOR wspiera działania tych organizacji[1].

Cennym doświadczeniem dla naszej armii jest udział polskich żołnierzy w misjach KFOR i SFOR. Okazuje się, ze podstawowym środkiem łagodzenia konfliktu, trzymania wrogich stron na odpowiedni dystans jest nie tylko obecność uzbrojonego żołnierza, lecz także jego wiedza o kulturze, religii, stosunkach walczących stron, a także zdolności mediacyjne.

Mamy więc do czynienia z zupełnie nowymi formami wypełniania zadań bojowych, gdzie o sukcesie decydują nie tylko potencjał bojowy, lecz także szeroka wiedza oraz przygotowanie psychologiczne. Jest to jakby nowa cecha konfliktów, w których obok wielkiego wzrostu utechnicznienia, informatyzacji, komputeryzacji stale rośnie rola człowieka.

Przykładem mogą być Bałkany, gdzie jedna strona konfliktu postrzega nasze oddziały jako reprezentanta słowiańskiego narodu, zaś strona przeciwna jako narodu katolickiego. W jednym i drugim wypadku ma to pozytywne konotacje. Nie ulega też wątpliwości, że polskie misje pokojowe na Bałkanach są jednym z istotnych czynników umacniania międzynarodowego autorytetu Polski, a w dłuższej perspektywie mogą umacniać naszą pozycję jako skutecznego mediatora oraz kraju mającego realny wpływ na rozwój i stabilizację sytuacji polityczno – militarnej. Jest to szczególnie cenne w kontekście integracji europejskiej i umacniania się stref potencjalnego niepokoju oraz zagrożeń.

Z przedstawionych rozważań wypływają różne wnioski, ale jeden, moim zdaniem, jest najważniejszy, który można sformułować następująco: granic polskiego bezpieczeństwa nie określają już polityczne granice kraju. Musimy być gotowi do działań prewencyjnych, stabilizacyjnych i humanitarnych w Europie i jej geograficznym otoczeniu[2].

Polski kontyngent wojskowy SFOR kontynuuje swoją działalność w misji „Wspólna Straż” zgodnie z rezolucją ONZ nr 1088 z grudnia 1996 roku oraz uchwałą Rady Ministrów nr 146/96 z 17 grudnia 1996 roku[3].

Podstawę prawną użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego SFOR stanowi postanowienie Prezydenta RP z dnia 31 grudnia 1999 r. O użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Stabilizujących w Republice Bośni i Hercegowinie ( Monitor Polski nr 41, poz. 623).

Po wycofaniu w grudniu 1995 Polskiego Kontyngentu wojskowego z misji UNPROFOR, prowadzonej pod egidą ONZ, władze RP skierowały do działań w rejonie Bałkanów, ale już pod dowództwem NATO, 16 batalion powietrzno – desantowy w sile 700 żołnierzy. Stanowił on trzon Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Siłach Implementacyjnych (IFOR). W wyniku zmian struktury IOFOR na Siły Stabilizujące (SFOR), w 1997 roku zmniejszono liczebność polskiego batalionu do 500 żołnierzy. W tym okresie ogólna liczba żołnierzy w całej operacji sił NATO w Bośni i Hercegowinie spadła z 60 tys. do 30 tysięcy.

W wyniku restrukturyzacji SFOR, w dniu 5 stycznia 2000 roku zakończyła działalność operacyjną Polska Jednostka Wojskowa (16 batalion powietrzno – desantowy) w składzie Brygady Nordycko – Polskiej Wielonarodowej Dywizji Północ.

Utworzono Nordycko – Polską Grupę Bojową ( NPBG) w składzie której działa Polski Kontyngent Wojskowy SFOR (PKW SFOR) o liczebności do 300 żołnierzy i pracowników WP.

PKW SFOR stacjonuje w m. Doboj. W skład PKW SFOR wchodzą: 2 kompanie szturmowe, Narodowy Element Zaopatrywania, personel w strukturach ponad – batalionowych[4].

Misja SFOR należy do najniebezpieczniejszych na świecie. Mimo, że na początku ubiegłego roku liczba żołnierzy sił rozjemczych zredukowana została o 1/3, tereny Bośni i Hercegowiny uznawane są nadal za zagrożone konfliktem. To nieuniknione w państwie zamieszkiwanym w większości przez wyznawców trzech religii i przedstawicieli trzech narodowości.

Polscy żołnierze wspólnie z Duńczykami odpowiadają w ramach misji SFOR za teren o powierzchni 3 tys. km 2. Borykają się ze 130 – tysięczną rzeszą uchodźców, pragnących wrócić do własnych domów lub pozostać w zajętych po wojnie gospodarstwach. Bomby – zasadzki w domach, do których mają wrócić uchodźcy, nie należą do rzadkości. Ludzie, którzy nie chcą opuścić zajętych w czasie wojny gospodarstw, blokują drogi lub po prostu wysadzają mosty. Wracać do swoich domów chcą przede wszystkim bośniaccy Muzułmanie. Tymczasem Serbowie, którzy je zajmują, nie maja się gdzie podziać.

Przez rok czasu Jerzy Kucharski dowodził Wydziałem Operacyjnym, który był swoistym centrum zarządzania kryzysowego w SFOR. Tam docierały bowiem niepokojące sygnały z całego terenu, które wymagały szybkiego reagowania.

Żołnierze misji SFOR już od kilku lat czuwają nad wprowadzeniem zasad traktatu pokojowego po wojnie na Bałkanach[5].

Obraz sytuacji w Bośni najlepiej przedstawia wypowiedź kmdr. rez. dr Jamesa Orzecha dyrektora archiwum SFOR: „… Moim zdaniem można mówić o sukcesie implementacji części wojskowej układu. Siły zbrojne Bośni i Hercegowiny znajdują się pod stałą kontrolą SFOR. Poza drobnymi przypadkami, generalnie stosują się one do podpisanego układu. Jeśli chodzi o współpracę z władzami cywilnymi mamy tu już inną historię. Można powiedzieć, że władza nie tylko nie wspiera procesu implementacji, ale często staje w poprzek, utrudnia jak może jego przebieg. Można obserwować stały postęp procesu implementacji. A to dzięki wspólnocie międzynarodowej, SFOR, różnym agendom ONZ, wielu ludziom ciężko pracującym nad tym, aby ten progres zapewnić …”[6].

Siły w Kosowie w znacznej części przyczyniły się do postępu, jaki dokonał się w wielu dziedzinach życia codziennego prowincji.

KFOR działa z upoważnienia ONZ i jego głównym zadaniem jest zapobieganie odnowieniu się aktów wrogości, zabezpieczanie prowincji i zapewnianie bezpieczeństwa publicznego.

Jego zadaniem jest także wspieranie i prowadzenie cywilnych agencji działających w zakresie pomocy humanitarnej i odbudowy. Pracuje też nad odbudową społeczeństwa obywatelskiego w Kosowie.

Na początku czerwca 1999 roku, wynegocjowane zostało Techniczne Porozumienie Wojskowe z jugosłowiańskimi władzami wojskowymi zapewniające wycofanie się wojsk jugosłowiańskich. KFOR nadzorował jego wdrożenie.

Oddziały KFOR w Kosowie, w których skład wchodzą kontyngenty z 20 państw nie będących członkami NATO, w tym z Rosji, są w pełni zdolne do tego, aby powstrzymać siły jugosłowiańskie przed ponownym wkroczeniem do Kosowa. KFOR także skutecznie przeprowadził demilitaryzację Armii Wyzwolenia Kosowa i przekształcenie jej w Korpus Ochrony Kosowa – cywilne siły szybkiego reagowania pozostające pod kontrolą tymczasowej administracji ONZ.

Innym kluczowym zobowiązaniem KFOR jest stworzenie bezpiecznego środowiska, w którym wszystkie społeczności w Kosowie – Serbowie, Bośniacy, Romowie i Turcy, jak również Albańczycy – będą mogli odbudować swoją egzystencję[7].

Z dotychczasowych doświadczeń w operacjach IFOR, SFOR, AFOR i KFOR wynika, że:

¨     Niezbędna jest minimalizacja różnic organizacyjnych i w wyposażeniu między jednostkami polskimi a innych państw NATO.

¨     Do operacji pokojowych i kryzysowych powinny być kierowane pododdziały co najmniej szczebla batalionu z odpowiednim własnym zabezpieczeniem logistycznym, wspartym przez ruchome elementy logistyczne zdolne do przetrwania w rejonie kryzysu przez co najmniej 30 dni bez konieczności uzupełnień.

¨     Musi być określona liczba batalionów ( jeden w misji i dwa w kraju do rotacji ) przygotowanych do udziału w operacjach pokojowych .

¨     Stosunkowo krótki okres przygotowania misji wymaga wcześniejszego zawarcia umów z przewoźnikami zagranicznymi i krajowymi.

¨     Niezbędne jest zapewnienie całkowitego zabezpieczenia logistycznego, szczególnie środków bojowych i remontowych oraz zabezpieczenia socjalnego stanów osobowych.

¨     Szczególnie potrzebne są niezawodne środki łączności, zapewniające sprawne dowodzenie w systemie sojuszniczym i narodowym.

¨     Rozbudowy wymaga system łączności niejawnej „Cronos”, gdyż z powodu dużego napływu informacji są opóźnienia w ich obiegu zarówno w MON, jak i między MON a dowództwami NATO.

¨     W składzie polskich kontyngentów wojskowych, działających poza obszarem odpowiedzialności NATO, muszą być specjaliści do zawierania kontraktów oraz prowadzenia negocjacji z miejscowymi władzami i ludnością.

¨     Pododdziały wydzielone do operacji pokojowych nie prowadzą działań operacyjnych, lecz w większości zadania patrolowe, prewencyjne i zabezpieczające.

¨     Wykonywanie zadań mandatowych w różnych warunkach klimatycznych i terenowych wymaga większego wysiłkowego państwa w celu zaspokojenia potrzeb jednostek uczestniczących w operacjach pokojowych[8].

Operacja bałkańska była pierwszym praktycznym działaniem NATO po jego poszerzeniu. Wcielała nową koncepcję strategiczną Sojuszu. Nasuwa się zatem prosta analogia – że tak właśnie wyglądałoby reagowanie NATO również w razie zagrożenia bezpieczeństwa Polski, tak montowana byłaby, uruchamiana i prowadzona sojusznicza kampania obronna na terytorium Polski, z taką skutecznością prowadzone byłyby operacje militarne[9].

 

Po roku członkostwa Polski w NATO pojawiły się liczne pozytywne opinie o sprawności o dobrym przygotowaniu naszych sił zbrojnych do działania w nowym środowisku wojskowym. Wyrażają je najwyżsi przedstawiciele struktur wojskowych Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz szefowie państw członkowskich.

Okres ten pozwolił także zidentyfikować nieprawidłowości i ukazać problemy wymagające korekt, gdyż niewyeliminowane we wczesnym stadium mogą spowalniać, a nawet utrudniać wywiązywanie się z sił zbrojnych z przyjętych zobowiązań. Naszą powinnością jest identyfikować te problemy i w jak najkrótszym czasie eliminować na wszystkich szczeblach dowodzenia.

Należy zatem w sposób usystematyzowany zbierać wszystkie doświadczenia, zarówno pozytywne, jak i negatywne, gdyż mogą one stanowić bardzo istotny wkład w rozwój Paktu Północnoatlantyckiego[10].

Po akcesji do NATO potrzebujemy naszej, realistycznej oceny zagrożeń i zdefiniowanych na tej podstawie celów polityki bezpieczeństwa – innymi słowy: naszej nowej doktryny polityczno – wojskowej[11].

Udział w pakcie to także zobowiązania do obrony sojuszników, do interwencji poza granicami Polski. Nasi sojusznicy nie oczekują od nas na razie sprawnej nowoczesnej armii. Wymagają dochowania powierzonych nam tajemnic wojskowych, udoskonalenia systemu obrony powietrznej i intensywniejszej nauki angielskiego.

Sojusznicy oczekują od Polski wewnętrznej stabilności i dobrych stosunków z sąsiadami NATO ze Wschodu, zwłaszcza z Ukrainą i Rosją[12].

Jeśli kwintesencją działań podejmowanych w armii, w pierwszym roku funkcjonowania w Sojuszu Północnoatlantyckim miałoby być jedno zdanie, zacytowałabym słowa Gen. Wesleya Clarka, dowódcy Sił Zbrojnych NATO w Europie wypowiedziane w trakcie jego ostatniej wizyty w 1. Brygadzie Pancernej w Wesołej: „Maksimum profesjonalizmu w minimum czasu”.

         Bilans minionego roku wypada pozytywnie, aczkolwiek widoczna jest przepaść pomiędzy potrzebami wojska (a w zasadzie systemu obronnego) a możliwościami ich zabezpieczenia.

W pierwszym dniu członkostwa nasza armia musiała osiągnąć trudne minimalne standardy oraz wydzielić siły operacyjne do współdziałania z sojuszem. Nasz kraj podołał temu zadaniu i dzisiaj w Siłach Natychmiastowego Reagowania i Szybkiego Reagowania funkcjonuje silny komponent trzech rodzajów sił zbrojnych.

Ogromnej pracy dokonano w szkolnictwie wojskowym, zwłaszcza Akademii Obrony Narodowej, gdzie kształcimy absolwentów już według natowskich standardów.

Misje AFOR, SFOR i KFOR (wielonarodowe ćwiczenia NATO: PdP, a także służba kontyngentów sił pokojowych ONZ w Libanie i na Wzgórzach Galon) są obrazem wojska, jakie chcielibyśmy widzieć[13].


[1] Współpraca cywilno – wojskowa w Bośni i Hercegowinie, op. cit., s.109-110

[2] Z. Zalewski, Problemy bezpieczeństwa Polski w nowej rzeczywistości, „Myśl wojskowa” nr 4/2000; lipiec/sierpień,s.12

[3] A. Jóźwiak, C. Marcinkowski, Polska jednostka wojskowa w siłach stabilizujących w Bośni, „Przegląd Wojsk Lądowych”, nr 4/1999 s. 102

[4] Strona internetowa – MON RP s. 1 i 2

[5] M. Pawelec, Strzelają przy każdej okazji (Wywiad z mjr. Jerzym Kucharskim byłym zastępcą szefa Wydz. Operacyjnego Nordycko – Polskiej Grupy Bojowej), „Super – Relaks. Echa Dnia:, nr 3/2001, s. 12

[6] P. Kłudka, „Wojsko i wychowanie” – Pismo żołnierzy zawodowych WP, Warszawa, nr 4/2000,s. 104-105

[7] Dowodząc KFOR–em, wypowiedź gen. Klausa Reinhardta (Dowódcy KFOR w okresie od października 1999 do kwietnia 2000 roku), „Przegląd NATO”, lato/jesień 2000, s.16-17

[8] H. Szumski, Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, „Myśl wojskowa”, Warszawa listopad/grudzień 6/2000, s.20

[9] S. Koziej, Obrona blokiem, „Polityka”, nr 12; 18 marca 2000, s. 82

[10] Bilans funkcjonowania sił zbrojnych RP w NATO oraz misji pokojowych, op. cit., s. 20

[11] W. Waszczykowski, Peleton czy pupil, „Gazeta Polska”, 31 marca 1999 rok, s. 9

[12] J. Baczyński, NATO, godzina zero, „Polityka”, nr 12, 20 marca 1999, s. 16

[13] M. Jędrzejko, Bilans z NATO w tle, „Polska Zbrojna”, nr 1, styczeń 2000, s. 17

Wojsko polskie w misjach pokojowych NATO

5/5 - (2 votes)

Kiedy w 1945 roku kończyła się II wojna światowa, Europa wyglądała jak wielkie pobojowisko. Tragedia zapoczątkowana zbrojną napaścią na polską placówkę Westerplatte, a zakończona szturmem Berlina, pochłonęła dziesiątki milionów ofiar. Te sześć lat powinno po wszech czasy żyć w ludzkiej pamięci, choćby dlatego, aby każdy, kto zdobędzie się na wojenne piekło, uświadomił sobie, ile niesie ono zła i tragedii. Wojna – najdramatyczniejsze ze starć – najbardziej uderza w niewinnych i bezbronnych ludzi.

Od ponad 50 lat kluczowym problemem międzynarodowym jest sprawa utrzymania pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Wbrew przewidywaniom II wojna światowa nie stała się przełomowym wydarzeniem w tym względzie. W okresie powojennym nie było dotychczas ani jednego dnia pokoju, dnia bez wojny. W ponad 150 konfliktach, które miały miejsce po 1945 roku, zaangażowanych było ponad 75 państw. Rozmiary zniszczeń i krzywd trudno ująć w konkretne liczby. Zginęły miliony ludzi, kolejne przez tułaczkę i wypędzenie musiały opuścić rodzinne strony.

Niestety pomimo tej wielkiej przestrogi, nie brakuje na świecie szaleńców, gotowych w imię własnych interesów rozpętać wojnę, w której giną kobiety i mężczyźni, dorośli i dzieci. „Właśnie dlatego nosimy mundur i karabiny, dlatego w Konstytucji istnieje zapis o potrzebie obrony Ojczyzny, dlatego aktywnie działamy na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych i wreszcie dlatego nasi koledzy uczestniczą w operacjach i misjach pokojowych”[1].

Od początku lat 90 polską specjalnością było zabezpieczenie logistyczne międzynarodowych kontyngentów. Wysokie noty uzyskiwane w pokojowej służbie, rosnący autorytet dobrych żołnierzy coraz częściej kierowały Polaków na pierwsze linie, w tym m.in. do wykonywania zadań operacyjnych w działaniach obejmujących elementy wymuszania pokoju (UNPROFOR, IFOR/SFOR)[2].

Wkład Polski w dzieło odprężenia i zbliżenia między narodami polega m.in. na udziale żołnierzy Wojska Polskiego w międzynarodowych misjach, których celem jest przywracanie pokoju i zagwarantowanie przestrzegania międzynarodowych układów rozejmowych.

Wyraża się on udziałem ponad 31 tysięcy żołnierzy i personelu cywilnego w 37 różnych misjach i operacjach pokojowych prowadzonych pod auspicjami międzynarodowych organizacji na terytoriach 30 państw m.in. w Korei i Afganistanie, w Namibii, Egipcie i Syrii, w Kuwejcie i Iraku, w byłej Jugosławii, w Kambodży, Libanie i Bośni.

Polscy wysłannicy pełnili odpowiedzialne funkcje w kierownictwach operacji, w zespołach obserwatorów, wykonywali trudne zadania o charakterze bojowym w zwartych oddziałach logistycznych i operacyjnych. Misjami ONZ kierowali m.in. generał Roman Misztal, Stanisław Koziej. Polski generał Mieczysław Bieniek dowodził Polsko-Nordycką Brygadą Sił SFOR, zapewniającą pokój w Bośni i Hercegowinie[3].

Zainteresowanie wojskiem polskim uczestniczącym w misjach pokojowych NATO, skłoniło mnie do podjęcia takiego tematu w niniejszej pracy.

Praca ta składa się z trzech rozdziałów :

W rozdziale pierwszym przedstawiłam w jaki sposób kształtowała się droga Polski do NATO. Jakie kroki musiał uczynić nasz kraj aby zostać pełnoprawnym członkiem Paktu Północnoatlantyckiego.

Rozdział drugi omawia szczegółowo udział żołnierzy Wojska polskiego w misjach pokojowych NATO. Opisuje zadania polskich jednostek, ich struktury, rejony stacjonowania i działania oraz osiągnięcia w misjach IFOR, SFOR i KFOR.

Rozdział trzeci jest próbą podsumowania ostatniego roku działań Polski w NATO. Ukazuje zaangażowanie naszego wojska w zapobieganiu wybuchu lub odrodzenia się konfliktów w Kosowie.

Całość pracy zamyka zakończenie zawierające wnioski końcowe, w których podsumowania została wiedza zdobyta na podstawie literatury fachowej.


[1] M. Jędrzejko:, NATO-kilka słów o historii”; Polska w NATO” – Dom Wydawniczy BELLONA Warszawa 1998, s.,5

[2], Misje pokojowe” – Siły Zbrojne, Warszawa listopad 1997, s. 88

[3] M. Jędrzejko:, Polacy w służbie pokoju”; Polska w …” op. cit ., s. 19