Maarahva Erakond / Partia Ludu Wiejskiego

4/5 - (1 vote)

z pracy dyplomowej na temat wyborów parlamentarnych w Estonii

Partia Ludu Wiejskiego była w latach 1995-1999 głównym partnerem Partii Koalicyjnej w czterech kolejnych gabinetach. W 1995 roku startowała razem z nią w jednym bloku – Koond-Erakond Maarahva Ühendus. Cztery lata później takie rozwiązanie było wykluczone (zmiana ordynacji wyborczej). Zresztą w ciągu czterech lat relacje między tymi dwoma postkomunistycznymi ugrupowaniami pogorszyły się na tyle, że jeśli MRE zdecydowałaby się na koalicję wyborczą, to raczej z Keskerakond.

Rüütel zdecydował jednak o samodzielnym starcie partii. Sondaże wskazywały, że MRE bez problemu wejdzie do parlamentu. Całkiem dobrym, jak na partię współrządzącą, notowaniom sprzyjała prowadzona od długiego czasu polityka dystansu wobec działań rządu. Lider Partii Ludu Wiejskiego mógł czuć się rozczarowany efektami zwycięstwa 1995 r. Rok później, mimo wydawałoby się większości parlamentarnej, przegrał wybory prezydenckie. Niezadowolony musiał być także zawarciem koalicji z prorynkową Reformierakond i prowadzeniem przez rządy premierów wywodzących się z Koonderakond polityki liberalnej. Czary goryczy dopełniła utrata w marcu 1997 r. stanowiska wicespikera Riigikogu – dowód na brak poparcia ze strony posłów sojuszniczych frakcji parlamentarnych.

W listopadzie 1998 r. sondaż EMOR dawał Maarahva Erakond 6 proc. poparcia. Kierownictwo partii podjęło duże ryzyko ustalając kształt kampanii wyborczej. Skoncentrowała się ona na intensywnej agitacji w miastach. Ludowa partia, idąc do wyborów z hasłem „Maarahva hääl Toompea!” (Głos ludzi ze wsi w Toompea!), ryzykowała wiele. Tallinn, uważany za miasto, delikatnie mówiąc, mało prowincji przychylne (mieszkańcy stolicy kojarzą rolników przede wszystkim z ich żądaniami wprowadzenia ceł ochronnych), zasypany został ulotkami i plakatami z wizerunkiem Vahura Glaase – jedynej osobistości MRE, startującej w stolicy. Większość obserwatorów dziwiła się ryzyku, jakie ugrupowanie byłej nomenklatury kołchozowej podejmuje, próbując pod takim hasłem i przy takim nastawieniu ludzi, zdobywać głosy w miastach. Świadczyło to także o tym, że partia pewna jest swego wiejskiego elektoratu, ponieważ większość środków finansowych poszła do miast, na wsi kampanię ograniczono do minimum, licząc chyba przede wszystkim na nie słabnącą popularność lidera – Rüütela.

Mimo upływu lat i szeregu osobistych porażek politycznych Arnold Rüütel ciągle myślał o szczytach władzy. Świadczy o tym fakt, że na ewentualnego szefa rządu MRE wytypowała nie jego, ale Villu Reiljana, człowieka nr 2 w partii. Rüütel ciągle bowiem mierzył w fotel prezydenta (który już dwukrotnie próbował zająć – w 1992 i 1996 przegrał z Merim). Było to też pośrednie potwierdzenie plotek, jakoby w umowie o współpracy z Keskerakond (styczeń 1999), ustalono, że w wypadku dobrego wyniku wyborczego, premierem koalicyjnego lewicowego rządu zostanie Edgar Savisaar, a o stanowisko głowy państwa w najbliższych wyborach (r. 2001) ubiegać się będzie lider MRE.

Program

Maarahva Erakond wymienia w swoim programie następujące priorytety dla Estonii na najbliższe cztery lata: „państwo, naród i gospodarka powinny być gotowe na polityczne, ekonomiczne, militarne i naturalne wstrząsy; zagwarantować suwerenność państwa i trwałość narodu” itd. Generalnie: o wszystkim, i o niczym.

„Państwo powinno prowadzić restrykcyjną politykę monetarną i budżetową”- uważają ludowcy. „Bank Estonii musi utrzymać niezależność. Jesteśmy przeciwko dewaluacji korony”. Lewicowa oficjalnie partia jest jednakże za podatkiem dochodowym progresywnym. Państwo może ingerować w gospodarkę tylko w przypadku zagrożenia rynku (wpływy obce, monopole).

MRE nie uważa za konieczne jakiekolwiek zmiany w polityce wobec mniejszości narodowych (to druga, obok podatków, zasadnicza różnica między nimi, a Keskerakond). Jest za to zdecydowanym przeciwnikiem wstępowania Estonii do struktur zachodnioeuropejskich, NATO i UE.

Stanowisko Serbii wobec albańskich ugrupowań politycznych

5/5 - (1 vote)

Punktem wyjścia dla bardziej obszernej teoretycznej dyskusji na ten temat może nastąpić po zwróceniu uwagi na fakt, ze władze serbskie tak długo nie sięgały po wojskowe środki likwidacji oporu kosowskich Albańczyków, dopóty przestrzegane były propagowane przez LDK pokojowe metody walki.

W okresie 1989-1998, a więc po odebraniu praw autonomicznych Kosowu, działalność „równoległego państwa” kształtującego swe instytucje polityczne i społeczne nie była postrzegana przez Miloševicia jako znacząca groźba dla Serbii. Świadczy o tym fakt, iż pomimo stacjonowania w Kosowie znacznych sił rządowych, bez większych oporów ze strony władz dochodziło do tworzenia instytucji żywotnie naruszających suwerenność FRJ.

Co dziwniejsze, działo się to także dzięki cichej aprobacie najwyższych władz państwowych w tym także samego Miloševicia. Jednym z argumentów popierających tą tezę może być niechęć Miloševicia do dopuszczenia wrogich mu Albańczyków do serbskiego systemu politycznego. A to co wyróżniało rządy sprawowane w Kosowie w latach 1989-1998 to fakt, że istniejące struktury władzy tolerowały de facto pewne polityczne instytucje, które wyraźnie i publicznie dążyły do utworzenia w Kosowie autonomicznej republiki, wykazując przy tym sporą tolerancję wobec LDK. Władze uznając nielegalność funkcjonowania podziemnych struktur państwa stosowały wobec nich represje ale nigdy nie podjęły poważnej próby ich likwidacji.

Stosunek władz wobec LDK obfituje w paradoksy, np. podczas gdy członkowie tej partii byli poddawani ciągłej inwigilacji serbskich służb bezpieczeństwa i gdy „legalny” rząd prowadził ożywioną działalność agitacyjną za granicą, główne biuro DLK znajdowało się niecałe 100 m. od siedziby Głównego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a delegaci „Republiki Kosowa” jeździli po świecie na jugosłowiańskich paszportach.

Podobny paradoks miał miejsce w lipcu 1997 r., kiedy to na mityngu zorganizowanym przez „Radę Pojednania”, przewodniczący stojąc dosłownie w cieniu serbskiego więzienia i wspomnianego Biura Bezpieczeństwa Narodowego wygłosił mowę skierowaną do „serbskiego wroga” i nawołującą do „kontynuacji oporu”. Te same instytucje natomiast, które choć częściowo tolerowały działalność LDK, wydały bezpardonową wojnę tym organizacjom, które namawiały do całkowitego oderwania się od Jugosławii lub otwarcie angażowały się w walkę zbrojną (jak to było w przypadku UÇK czy procesu członków organizacji wydających chociażby gazetki nawołujące do walki o niepodległość- przyp. autora).

Reformierakond /Partia Reform

5/5 - (1 vote)

kontynuacja wpisu ERKL i inne listy prawicy

z pracy mgr na temat Wyborów parlamentarnych w Estonii

Po wyborach 1995 r. możliwe były dwa warianty stworzenia postkomunistycznej koalicji rządzącej: KMÜ – Keskerakond lub KMÜ – Reformierakond. Początkowo kierownictwo KMÜ zdecydowało się na opcję centrolewicową i zawarło sojusz z Partią Centrum. Niesławna jesień 1995 r. przyniosła zerwanie koalicji z Savisaarem i jedyna alternatywą pozostało utworzyć rząd z udziałem Partii Reform. 26 października 1995 r. powstał koalicyjny rząd Vähiego. Liberałowie – postkomuniści obsadzili pięć ministerstw, m.in. SZ (Siim Kallas) i sprawiedliwości (Märt Rask). Pozostałymi ministrami Reformierakond byli: Toomas Vilosius, Andres Lipstok i Kalev Kukk. Centroprawicowa koalicja postkomunistyczna nie zdała próby czasu, przede wszystkim ze względu na zbyt duże rozbieżności miedzy „reformistami”, a etatystycznie nastawionymi ludowymi ugrupowaniami bloku Vähiego i Rüütela. Po roku wspólnych rządów doszło do politycznego rozwodu. Partii Kallasa pozwoliło to przygotowywać się spokojnie do wyborów ’99 z wygodnej, jak się politykom tej partii wydawało, pozycji krytyka rządu. Tymczasem najwyższe notowania miała partia liberałów wtedy, kiedy wchodziła do rządu Vähiego (24%) i gdy w nim uczestniczyła (ok. 20%). Po przejściu do opozycji notowania aż do końca 1998 r. powoli spadały.

Im bliżej było wyborów, tym bardziej jasne stawało się, że głównym rywalem Partii Reform będzie doganiająca ją w sondażach Partia Centrum Edgara Savisaara. Koalicja KMÜ dawno poszła w rozsypkę, a mniejszościowy rząd funkcjonował tylko dlatego, że nikomu z „wielkich” nie zależało na przedterminowych wyborach. 9 listopada 1998 r. Kallas przystąpił do wstępnych rozmów na temat wyborczej współpracy z Isamaaliit i Mőődukad. W listopadowych sondażach Reformierakond ciągle była pierwsza, a w rankingach popularności polityków w poszczególnych okręgach wyborczych Kallas był w pierwszej trójce w Tallinie, a Ignar Fjuk drugi w Jőgevamaa i Tartumaa. Miesiąc później, w sondażu EMOR, „reformiści” zostali dogonieni przez partię Savisaara (po 13 proc.), a w głosowaniu na najpopularniejszego Estończyka 1998 roku lider partii Kallas znalazł się dopiero na siódmym miejscu.

Ważnym momentem w kampanii wyborczej było porozumienie się liderów czterech opozycyjnych partii (Mart Laar, Siim Kallas, Andres Tarand, Toomas Hendrik Ilves) przewidujące współprace w walce przedwyborczej i ewentualne stworzenie koalicyjnego rządu po wyborach. Pod wspólnym szyldem „Zjednoczona Opozycja” występować zaczęły Isamaaliit, Reformierakond, Mőődukad, Rahvaerakond. Przyjźte przez sojuszników priorytety programowe odzwierciedlały w dućej mierze poglądy liberałów, np. tworzenie nowych miejsc pracy, polityka ekonomiczna oparta na wzroście dochodów, ochrona stabilności dotychczasowego systemu podatkowego.

Zresztą Reformierakond argumentowała, że Estonia potrzebuje mniejszego opodatkowania, i proponowała całkowite zniesienie podatku od przedsiębiorstw mających osobowość prawną. Kallas przekonywał, że pomoże to stworzyć więcej miejsc pracy. W dodatku ambitnie obiecał podwoić w ciągu czterech lat średnią płacę miesięczna z 4400 do 9000 koron (630$). Hasło wyborcze „Tugev majandus kindel tulevik” (Silna gospodarka, bezpieczna przyszłość) ilustrowało skoncentrowanie się „reformistów” w swoim programie na kwestiach ekonomicznych. Podobnie jak cztery lata wcześniej, tak i teraz kampania liberałów była najbardziej widoczną (mnóstwo plakatów, ogłoszeń prasowych, billboardów). Bardzo dobrze zrobiona reklama TV, w której ukazane jest szczęśliwe życie Estończyków pod przyszłymi rządami Partii Reform i stale powtarza się hasło wyborcze, opanowała także fale radiowe. Charakterystyczną cechą kampanii „reformistów” było eksponowanie partyjnych indywidualności, czyli powtórzenie taktyki, która w 1995 r. doskonale zdała egzamin.

W telewizyjnych sondażach Reformierakond była zdecydowanie najlepsza – 25-30%. Dominowała również wśród młodych – wygrała prawybory na politologii Uniwersytetu w Tartu (48,6%).

Program polityczny

„Podstawowe założenia wyborczego programu Partii Reform to gospodarka wolnorynkowa i wolność jednostki”- opierające się na nich szczegółowe rozwiązania proponowane przez ugrupowanie Kallasa składały się na najbardziej liberalny w tych wyborach parlamentarnych program. Zdaniem czołowego polityka „reformistów” Toomasa Saviego, aby osiągnąć sytuację, kiedy Estonia będzie niepodległym państwem z bogatym i zdrowym społeczeństwem posiadaczy, należy skupić się na realizacji trzech celów: wysokim poziomie zatrudnienia, dobrej edukacji i wzroście dochodów całej populacji.

Zagadnienia gospodarcze zdominowały program Reformierakond, prezentującej nowe zachęcające perspektywy dla ekonomiki estońskiej osłabionej kryzysem rosyjskim 1998r. Dalszy, bardziej dynamiczny rozwój kraju miały, według liberałów, zapewnić m.in. kontynuacja liberalnej polityki gospodarczej, zagwarantowanie stabilności korony, uniknięcie wszelkiego podnoszenia podatków. Partia Reform sprzeciwiała się jakiejkolwiek dewaluacji korony, podkreślając, że stabilna waluta jest wyznacznikiem „naszego ekonomicznego rozwoju”. Zaznaczała konieczność utrzymania daleko idącej niezależności Banku Estonii od rządu. Reformierakond była oczywiście przeciwko podatkowi progresywnemu. Uważała ponadto, że zwolnienie z podatku przedsiębiorstw mających osobowość prawną byłoby pożyteczne dla estońskiej gospodarki, ponieważ wzmocniłoby sektor prywatny i jego gotowość inwestowania, przyczyniłoby się do tworzenia nowych miejsc pracy i dałoby wzrost dochodu.

Z gospodarką łączyły się zagadnienia polityki zagranicznej. Zdaniem partii, kryzys w Rosji pokazał, w którym kierunku Estonia powinna kierować swoją uwagę, jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne i handlowe: „Europejskie rynki gwarantują długi i stabilny rozwój, podczas gdy rynek rosyjski charakteryzują te wszystkie zagrożenia, które nieodłącznie są związane z rynkami tego regionu”. Wolnorynkowi postkomuniści popierali wejście zarówno do Unii Europejskiej, jak i NATO. Zaznaczali jednak, iż ważne jest, aby opierać się w procesie integracyjnym nie na życzeniach europejskich urzędników, ale na narodowym interesie kraju. Przede wszystkim Estonia powinna zachować prawo do własnej polityki podatkowej i socjalnej (liberałowie z Reformierakond chcieli uniknąć przyjęcia lewicowych elementów ekonomicznej polityki europejskiej). Stąd pochodziła krytyka polityki europejskiej rządzących właśnie Koonderakond i Maarahva Erakond. Zdaniem „reformistów” o przystąpieniu do UE powinno zadecydować społeczeństwo estońskie w referendum.

„Partia Reform popiera obecną politykę naturalizacyjną i jest przeciwko dalszemu osłabianiu wymagań, które trzeba spełnić, aby otrzymać obywatelstwo estońskie”. Generalnie Reformierakond unikała tematyki związanej z sytuacją mniejszości narodowych w Estonii, stając na stanowisku, jakie przyjęły zaraz po uzyskaniu niepodległości prawie wszystkie partie estońskie, niezależnie od ich zapatrywań programowych.

Jako partie, z którymi mogliby współpracować w ewentualnym przyszłym rządzie, liberałowie wymienili swoich partnerów ze „Zjednoczonej Opozycji” – Isamaaliit i Mőődukad. Mimo pewnych rozbieżności (z Isamaaliit polityczne, z Mőődukad gospodarcze) były to jedyne ugrupowania, z którymi dało się współpracować, gdyż, jak powiedział w wywiadzie dla Postimees Kallas, „ani Keskerakond, ani Maarahva Erakond czy Koonderakond nie są dla Partii Reform żadną alternatywą…”

Technologie teleinformacyjne w polityce

5/5 - (1 vote)

Istota demokracji kryje się w znaczeniu greckich słów, z których nazwa ta powstała. Dëmos – lud i krátos – władza, ustrój polityczny, w którym władze sprawuje cale społeczeństwo. W tym znaczeniu jest to ustrój idealny – do dziś nie udało się takiego osiągnąć, wiec eksperymentuje się z rożnymi przymiotnikami otrzymując systemy polityczne mniej lub bardziej zbliżone do pierwowzoru. Demokracja ateńska, ludowa, przedstawicielska – oto nazwy eksperymentów ludzkich. Niestety żaden z nich nie umożliwił ludziom takiego stopnia uczestnictwa w zżyciu publicznym, jakiego pragną. W chwili obecnej obserwujemy powolny koniec doświadczenia zwanego demokracja przedstawicielska.

Wielu ludzi nie dostrzega zmierzchu tego systemu, ponieważ zmiany zachodzą bardzo powoli. Na dodatek wiele państw ewoluuje dopiero w stronę tego systemu i uważa osiągniecie go za znaczny postęp cywilizacyjny. Jednak tam, gdzie demokracja przedstawicielska zdołała się już utrwalić – wyraźnie widać pierwsze symptomy erozji, wystarczy przyjrzeć się kondycji społeczeństw biorących udział w eksperymencie.

Malejąca frekwencja wyborcza w państwach demokratycznych utrzymująca się na poziomie średnio 30 % jest sygnałem, ze w społeczeństwach zachodzą zmiany, które bynajmniej nie są wyrazem poparcia dla istniejących ustrojów. W Stanach Zjednoczonych liczba osób biorących udział w wyborach do Kongresu i w wyborach prezydenckich wciąż spada. W wyborach prezydenckich w 1952 roku wzięło udział 62% obywateli uprawnionych do głosowania, w 1982 roku – 35%, w wyborach w 1996 roku walka Clintona z Dołem zaktywizowała „aż” 49% wyborców(1). Oczywiście nie należy traktować frekwencji wyborczej jako jedynego wykładnika skuteczności demokracji. Największa frekwencje notuje się w państwach totalitarnych, w Albanii i Korei Północnej oscylowała ona wokoło 99 i 100%. Jednocześnie pamiętać należy, ze mała frekwencja wyborcza nie świadczy dziś o niskim poziomie kultury politycznej obywateli. Wyborcy rezygnują z uczestnictwa w wyborach, bowiem w ich odczuciu nie maja wpływu na politykę państwa. Wybrani przez nich politycy nie Beda spełniać obietnic wyborczych.

Elity polityczne wydają się zapominać, ze w demokracje przedstawicielska wpisane jest prawo do rzetelnej informacji pozwalającej członkom społeczności na racjonalne wybory polityczne. Bardzo rzadko ważne wydarzenia polityczne poprzedzane są wyczerpującymi informacjami i rzeczowa dyskusja programowa różnych opcji politycznych. Obywatele czują się zniewoleni przez mas media które koncentrują się na chwytliwych tematach zastępczych podsyłanych przez polityków, lub informacjach dotyczących spraw drugorzędnych. Społeczeństwo dystansuje się od polityki, tak jak politycy zapominają o deklaracjach wyborczych.

Z biegiem lat maleje znaczenie profesjonalnych umiejętności politycznych kandydatów, rośnie natomiast znaczenie sztabu analityków i specjalistów od manipulacji. Obecnie uważa się, ze najskuteczniejsze są jednominutowe wstawki reklamowe do programów. Kandydaci unikają wypowiadania się w sprawach, które dzielą społeczeństwo, raczej starają się tak wyważyć program, aby zawrzeć w nim jedynie slogany i truizmy z którymi zgadzają się wszyscy – podkreślają miłość do ojczyzny i patriotyzm, obiecują wzrost dobrobytu, ochronne pokoju i dbałość o ochronne środowiska, jeśli występują jakieś różnice miedzy programami są to rzeczy prawie nie zauważalne i nie istotne, dotyczą najczęściej drobnych zmian w kwestiach gospodarczych. Wykreowaniem odpowiedniego wizerunku kandydata politycznego zajmują się niezliczone agencje reklamowe w których pracują eksperci od psychologii i wpływania na ludzi, setki ludzi dzień i noc wymyśla slogany wyborcze, przez zafałszowane badania opinii publicznej próbuje się uzyskać efekt „sprawy przesadzonej”.

Pieniądze przeznaczone na wybory pozwalają kierować rozbawionym narodem jak marionetka. Długotrwałość i ciągle wzrastające koszty kampanii, a także wyłącznie widowiskowy charakter wyborów prowadza do wytworzenia społeczeństwa, które bawi się podczas wyborów – ale nie potrafi wybrać wiarygodnego kandydata reprezentującego interesująca je opcje polityczna. Powoduje to brak zdecydowanej przewagi kandydatów (w 1960 roku Kennedy wygrał z Nixonem przewaga około 0,2 % głosów, w 1992 roku Clinton z Bushem wygrał przewaga 1,5 %). Godny uwagi jest fakt, ze w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie eksperyment demokracji przedstawicielskiej przerwany został na 45 lat, w kilka lat po ponownym wprowadzeniu tego systemu odnotowuje się wyniki zbliżone do wyników ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej (w wyborach prezydenckich w 1995 roku w Polsce Kwaśniewski wygrał z Wałęsa przewaga 3,4%)(2).

Jednocześnie z brakiem aktywności obywateli na szczeblu ogólnopaństwowym, daje się zauważyć tendencje do koncentrowania aktywności społecznej na szczeblu lokalnym. Frekwencja w wyborach samorządowych i lokalnych referendach sięga w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych 80%.

W Europie Środkowo-Wschodniej wskaźnik zaangażowania obywateli na szczeblu lokalnym jest znacznie niższy. Przypuszczam, ze jest to spowodowane niskim poziomem świadomości obywatelskiej. Na Zachodzie, dzięki długoletniej tradycji, społeczeństwo zdaje sobie sprawę, ze dzięki samorządom lokalnym, inicjatywom obywatelskim i referendom uzyskują bezpośredni udział w procesie podejmowania decyzji politycznych. Dzięki nim wyrażają swoje opinie o sposobie prowadzenia polityki. Obecnie samorządy lokalne koncentrują się na:

  • opiece zdrowotnej,
  • edukacji,
  • ochronie środowiska naturalnego,
  • innych sprawach dotyczących regionu lub gminy.

Poprzez uczestnictwo w decyzjach lokalnych obywatele zyskują poczucie realnego wpływu na sprawy, które ich osobiście dotyczą. Samorządy w państwach zachodnich staja się podwalina nowego typu społeczeństwa i nowego systemu politycznego. Demokracja daje podstawy do tworzenia silnego, samowystarczalnego społeczeństwa, które zaczyna domagać się uczestniczącej roli w rządzeniu. „Mniejsze jednostki polityczne (…) domagają się władzy i odpowiedzialności w zakresie spraw społecznych, które najdotkliwiej są odczuwane właśnie na szczeblu lokalnym. Miara ich sukcesu jest zaskakująca. Lokalne gminy dają sobie rade z trudnymi problemami i znajdują rozwiązania tam, gdzie rząd (…), który dysponuje ogromnymi środkami, zawodzi: w energetyce, transporcie, gospodarowaniu odpadami(3) .

Wielkie, narzucane przez rząd strategie zastępują inicjatywy oddolne, czyli indywidualne rozwiązania wynikające z konkretnych okoliczności. Społeczeństwa wysoko rozwinięte zmierzają do ustroju „demokracji uczestniczącej”. „Demokracja uczestnicząca to taki system rządów, w którym decyzje polityczne, zarówno szczebla państwowego, jak i lokalnego, są podejmowane w sytuacji bezpośredniego uczestnictwa obywateli w procesie decyzyjnym”(4) . System taki wzbogaca formy uczestnictwa politycznego. Społeczeństwo wykazuje zainteresowanie zwłaszcza dwoma formami uczestnictwa politycznego:

  • bezpośrednim głosowaniem w inicjatywach i referendach,
  • powszechnymi, obywatelskimi akcjami społeczno-politycznymi.

Rozwój technik teleinformacyjnych pozwala dziś na uczestnictwo w zżyciu politycznym coraz większej liczby ludzi. Według szacunków ITU (Światowa Unia Telekomunikacyjna) ludzkość dysponuje dzisiaj 2,1 mld punktów dostępu do sieci, z czego 30% to telefony stacjonarne, 2,5% telefony komórkowe, 8% terminale komputerowe, 57% telewizja(5). Listy dyskusyjne umożliwiają prowadzenie dyskusji politycznych, często z udziałem znanych polityków. Łatwiejszym staje się organizowanie społecznego poparcia i sprzeciwu, także nagłaśnianie w mediach konkretnych kwestii politycznych. Dzięki systemom teleinformacyjnym można przeprowadzać referenda lub kontrolować prace samorządów. Obywatele mogą mieć (i w niektórych okręgach już maja) możliwość bezpośredniego kontaktu z władza lokalna. Projekty wirtualnych miast realizowane są Stanach Zjednoczonych:

  • w Tellur idę w Kolorado mieszkańcy zbudowali siec Inozynę lecząca ich ze sobą i światem,
  • na Hawajach powstał ogólnostanowy system łączności FYI,

i w Unii Europejskiej – projekt IMAGINE obejmujący:

  • Casals Monferrato we Włoszech,
  • Patena we Francji,
  • Targa i Weinstadt w Niemczech.

W latach 80-tych w Stanach Zjednoczonych zrealizowano szereg programów badających stopień aktywności społecznej. Zostały one przedstawione w pracy Aretina „Teledemocracy – Can Technology Protest Democracy”(6): Programy te, zobrazowane w tabeli nr 13, podzielone zostały według czterech kategorii(7):

  1. dialogi miedzy władza a obywatelami,
  2. plebiscyty inicjowane przez władze,
  3. dialogi organizowane przez organizacje nie związane z władzą,
  4. plebiscyty inicjowane przez organizacje nie związane z władza.

Dialogi miedzy władza a obywatelami i plebiscyty inicjowane przez władze, dzięki uczestnictwu znanych osób i wykorzystaniu realnych kwestii społeczno-politycznych, cieszyły się znacznie większym zainteresowaniem. Programy te wykorzystywały istniejące instytucje, usprawniając ich działanie dzięki nowym technologiom. Pozostałe programy miały wartość głownie edukacyjna jako jednorazowe doświadczenia.

Droga do wprowadzenia demokracji uczestniczącej w dzisiejszym, burzliwym świecie jest długa i trudna. Należy przezwyciężyć wiele złych nawyków lezących w naturze ludzkiej. Realizacja tego ustroju wymaga, aby jak najszersze kręgi społeczne uczestniczyły i współpracowały przy podejmowaniu decyzji politycznych. W tym celu obywatelom powinny być udostępnione informacje potrzebne do podjęcia decyzji, również dotyczące korzyści i kosztów wiążących się z dokonywanymi wyborami. Koszty te muszą rozłożone równo i sprawiedliwie.

Konkludując, nowy typ demokracji uczestniczącej, jaki wykształci w XXI wieku społeczeństwo informacyjne, moim zdaniem charakteryzować się będzie takimi właściwościami jak:

  • przeniesieniem ciężaru decyzyjnego z przedstawicieli politycznych na wspólnie głosujące społeczeństwo,
  • udostępnieniem obywatelom szerokiego wachlarza form uczestnictwa politycznego, przy wykorzystaniu nowoczesnych technik teleinformacyjnych,
  • wykształceniem się nowej formy społeczeństwa aktywnie uczestniczącego w procesie podejmowania decyzji i współpracującego na zasadach kompromisu,
  • uaktywnieniem szczebla lokalnego, przekazaniem mu kompetencji w zakresie podejmowania decyzji bezpośrednio go dotyczących,
  • umożliwieniem współpracy miedzy lokalnymi strukturami bez pośrednictwa rządu ogólnonarodowego.

Skala obecnych oczekiwań społecznych i rozwój środków komunikowania Beda rodziły tendencje do przekształcania się demokracji przedstawicielskiej w uczestnicząca. W rezultacie pojawia się nowe modele zachowań i nowe systemy aksjologiczne wartości obywateli, w których samorealizacja będzie dominująca. Osłabnie natomiast wpływ państwa na zżycie obywateli, którzy staną się bardziej samodzielni i decyzyjni w wielu sprawach, dotyczących mieszkańców planety. Aktywność polityczna większości obywateli wzrośnie, wpływ na politykę będzie bezpośredni, a rezultaty widoczne prawie natychmiast.

Równocześnie z nowym systemem politycznym pojawia się nowe formy niebezpieczeństw zżycia społecznego. Manipulacje w procesie decyzyjnym, zafałszowania informacji, włamania do serwerów zawierających dane i analizujących wypowiedzi obywateli to tylko niektóre z nich. Myślę jednak, ze ludzkość poradzi sobie i z tymi problemami.

Współczesna formę demokracji – przedstawicielska – traktuje jako kolejny etap procesu demokratyzacji świata, kolejny, w kierunku demokracji uczestniczącej. Jednak ludzie „zawsze Beda mieli wątpliwości, czy wolność demokracji nie jest w praktyce  bardziej swoboda robienia zgiełku aniżeli rzeczywista wolnością ducha”(8) .


(1) dane ze strony http://debates96.election.digital.com/stats1/P.D1results.html.

(2) dane ze strony http://www.winter.pl/wyniki.html.

(3) Naisbit J., Megatrendy … , s.131.

(4) Pawlowska A., Uczestnictwo polityczne w społeczeństwie informacyjnym, w: Społeczeństwo informacyjne: aspekty techniczne, społeczne i polityczne” pod redakcja L.Zachera, Warszawa 1992, s.281

(5) dane ze strony domowej ITU http://www.itu.int/plweb-cgi/.

(6) Arterton F.Ch., Teledemokracy – Can Technology Protect Democracy, Roosevelt Center for American Policy Studies/Sage Publications, 1987.

(7) dokładniejszy podział w tabeli.

(8) Orton D.O., Dwieście lat USA, Warszawa 1984, s.330.

ERKL i inne listy prawicy

5/5 - (1 vote)

z pracy mgr na temat Wyborów parlamentarnych w Estonii

Kolejnym ugrupowaniem odwołującym się do prawicowego elektoratu był Centralny Związek Nacjonalistów Estońskich (Eesti Rahvuslaste Keskliit). ERKL powstał 19 marca 1994 i od początku miał charakter ugrupowania wodzowskiego. Najważniejszą osobą był założyciel i przewodniczący Tiit Madisson.

Madisson to jeden z najbardziej znanych opozycjonistów sowieckiej epoki. Swoją działalność opozycyjną przypłacił aresztowaniem przez KGB (1980) i długoletnim więzieniem (1981-1987). W 1987 r. znalazł się wśród głównych postaci MRP-AEG (Grupy na Rzecz Opublikowania Paktu Mołotow – Ribbentrop) i EMS (Towarzystwa Ochrony Estońskiej Spuścizny). Jako członek ERSP pracował w niepodległej już Estonii w MSW, a wcześniej przewodniczył komisji likwidacyjnej KGB (w Komitecie Estonii). W 1994 wystąpił z ERSP.

Naczelnym hasłem nowego ugrupowania stała się walka ze zorganizowaną przestępczością. Madisson posunął się z czasem aż do postulatu tworzenia “szwadronów śmierci” i pozaprawnego zwalczania przestępczości. W programie ERKL pojawiło się pojęcie “terroru państwowego” i ataki na ideę demokracji. Narastający radykalizm partii zraził zresztą do współpracy z nią wiele środowisk politycznych. Kompromitujące były także kontakty z Żyrynowskim i Barkaszowem. Madisson chętnie nawiązywał do ideologii przedwojennego Związku Uczestników Wojny Wyzwoleńczej (vabsid).

ERKL posiadał eklektyczny, sprzeczny program. Najlepszym tego przykładem jest, z jednej strony postulat deportacji wszystkich nie-obywateli z kraju, a z drugiej chęć bliskiej współpracy z Rosją.

Estońska Partia Przyszłości (Tuleviku Eesti Erakond) powstała 29 sierpnia 1993 r. Połączyła byłych działaczy Eesti Kodanik (Jaanus Raidal) i ERSP (Eva Pärnaste), którzy niezadowoleni opuścili, lub zostali wyrzuceni, ze swoich macierzystych partii. Przewodniczącym wybrano Raidala, wcześniej związanego z Eesti Kodanik. Jak inne drobne, uważające się za prawicę, ugrupowania, TEE charakteryzował sprzeczny wewnętrznie program. Łączył liberalizm Reformierakond z programem społecznym Keskerakond. W kwestii narodowej zdecydowanie na prawicy. Liderzy Partii Przyszłości podkreślali, ze ważniejsze jest wejście do NATO, Unia może poczekać.

Metsaerakond, czyli Partia Leśna, to zdecydowany margines estońskiej prawicy. Nazwa, wbrew pozorom, nie świadczyła jedynie o ekologicznym rodowodzie partii, choć z jej listy wystartowała ostatecznie grupa Zielonych Jüri Liima. Przymiotnik “leśna” nawiązuje tez do powojennej antysowieckiej partyzantki, czyli legendarnych “leśnych braci” (“metsavennad”). Partia ta, początkowo tworzyła koalicję z Partią Zieloną i Partią Ludu Wiejskiego, lecz ostatecznie poszła do wyborów sama. Wiązało się to z przetasowaniami w kierownictwie Zielonej Partii – stanowisko przewodniczącego stracił reprezentant prawego skrzydła – Jüri Liim, i Zieloni skręcili ostro w lewo. Liim z grupą popleczników opuścił partię i związał się z Metsaerakond..

Grono partii i koalicji zaliczanych do prawicy uzupełnia Partia Ludu Wiejskiego (Talurahva Erakond), założona 5 listopada 1994. Jej twórcy zamierzali zagospodarować część wiejskiego elektoratu o narodowych poglądach. Powstała niedługo przed wyborami, skupiała w swych szeregach mało znanych polityków. W swoim programie ludowcy żądali, by więcej władzy “oddać w dół”, np. przez poszerzenie władzy samorządów, czy elekcję prezydenta w głosowaniu powszechnym. Zdecydowanie negatywny stosunek miała Talurahva Erakond do nie-estońskich mieszkańców kraju. Sposobem na derusyfikację Estonii miało być finansowanie przez państwo emigracji “kolonistów”.

Równie anonimowa jak Talurahva Erakond, była na politycznej scenie kraju Partia Błękitna (Eesti Sinine Erakond – ESE). O marginalnym znaczeniu ugrupowania świadczyła liczba jego członków – zaledwie 73. Przewodniczącym był Neeme Kuningas, a sama partia powstała niedługo przed upłynięciem terminu rejestracji list wyborczych – pod koniec listopada 1994. Program “błękitnych” różnił się od postulatów innych prawicowych partyjek przede wszystkim gospodarczym liberalizmem i jednoznacznie prozachodnią orientacją w polityce zagranicznej. Bliższa więc była ESE koalicji Isamaa/ERSP, niż np. ocierającym się o populizm i nacjonalizm Parem Eesti / Eesti Kodanik czy Metsaerakond.

“Jesteśmy za jak najmniejszą ingerencją państwa w prywatną przedsiębiorczość i życie codzienne obywateli”- brzmi liberalne przesłanie “błękitnych”. Ich zdaniem gospodarka rozwijać się może tylko w warunkach wolnorynkowych, dlatego konieczna jest szybka prywatyzacja własności państwowej i utrzymanie podatku liniowego. Podobnie jak cała prawica, rozwiązania problemu mniejszości narodowych upatrywali politycy z ESE we wzroście populacji Estończyków (polityka prorodzinna sprzyjająca rodzinom wielodzietnym), emigracji większości nie-Estończyków do ich rodzimych krajów oraz asymilacji pozostałych. Zdaniem Błękitnej Partii, utrzymanie niezależnej państwowości zależy od przystąpienia do struktur zachodnich, z NATO na czele. “Dostrzegamy płynące ze Wschodu niebezpieczeństwo, związane z niestabilnością Rosji i wracającym tam do łask imperializmem”.